W SZCZEGÓŁACH ZASTOSOWAŃ

Czy Judzie udadzą się w przyszłości w podróż na odległe planety, czy też powierzą zadanie zbadania tych planet automatom? Trudno na to odpowiedzieć. Można jednak przypuszczać, że i w jednym, i w dru­gim przypadku nie obędzie się bez łączności radiowej. Wszystko to, co zostało wyżej napisane, nie wyczerpuje bynajmniej w szczegółach zastosowań urządzeń, systemów i metod telekomunikacji do badania planet naszego Układu Słonecznego. Nie wspomnieliśmy przecież o radiolokacyjnym badaniu poszczególnych planet, o radio­lokacyjnym śledzeniu próbników, które, wysłane z Ziemi przez człowieka, stają się sztucznymi satelitami tych planet.

SZCZEGÓLNA ROLA

Nie będzie ani dnia, ani nocy, ani zimy, ani lata, do których ludzie w domu tak przy­wykli. Kiedy wyłączą się silniki, kosmonauci dostaną się jeszcze do królestwa milczenia. Jedynie słaby szum aparatury elektronicznej będzie zakłócał ciszę kabiny…Szczególna rola w walce z głodem odczuć stanie się udziałem dwu­stronnej superdalekosiężnej łączności radiowej i telewizyjnej. Za po­mocą tych środków kosmonauci będą mogli stale śledzić życie na Ziemi, »uczęszczać« do teatrów, do kin i na stadiony, widywać swoich blis­kich i znajomych i rozmawiać z nimi…”Czy ta obawa odcięcia od Ziemi nie kojarzy się z przeżyciami tak plastycznie opisanymi przez doktora Beebe’a?

LEKKIE CZUJNIKI

Na ciele w okolicy serca i głowy kosmonautów umieszczono lekkie czujniki ze srebra dla chwytania prądów czynnościowych serca i mózgu. Wzmocnione dziesiątki tysięcy razy prądy czynnościowe przesyłane były za pomocą radiotelemetrii z pokładu statku kosmicznego na Zie­mię w postaci sygnałów radiowych. Sygnały te odbierane były przez specjalne stacje i dekodowane. Lekarze na Ziemi mogli nadzorować częstotliwość tętna, oddychanie, oglądać wykres elektrokardiogramu i prądów czynnościowych mózgu (elektroencefalogramu).” Oczywiście nie znaczy to, aby w przyszłych dalekosiężnych lotach załogowych na inne planety kosmonauci musieli stale znajdować się pod tak czułą i nieprzerwaną opieką lekarzy naziemnych (chociaż trudno powiedzieć z całą pewnością, że tak nie będzie).

PODCZAS PIERWSZEJ WYCIECZKI

Przeciekanie podczas pierwszej naszej wycieczki, krótkie spięcie, trzaski dzisiejsze w telefonie — wszystko to było niepokojące, ale nie przerażało nas jeszcze; ale, jak już wspomniałem, dźwięk głosu ludzkie­go zdawał się być — całkiem dla nas nieświadomie — znacznie pew­niejszym zabezpieczeniem niż kabel stalowy lub odporność kuli. Żaden z nas nie zdawał sobie przedtem tak dokładnie sprawy z naszego po­łożenia w przestrzeni, jak teraz. Zdawało się, że wąż, kabel i wszystko w ogóle zniknęło. Staliśmy się prawdziwym planktonem…W książce swej, wydanej w r. 1935, pisze Beebe:„Szybko już zbliża się ten dzień, godzina i sekunda, kiedy człowiek, wyglądając przez maleńkie okienko, przesyłać będzie swym towarzy­szom lub tłumom, oczekującym na ziemi z zapartym oddechem, na­stępujące wiadomości:«Znajdujemy się teraz ponad Everestem»«Widać teraz całe wybrzeże Atlantyku))«Chmury pochłonęły ziemię»

KONSTRUKTOR KULI

Doktorowi towarzyszył w tej wyprawie konstruktor kuli, Otis Barton. Oto fragmenty sprawozdania przekazanego przez telefon:„Głębina 120 metrów. Przepłynęła obok srebrno-brązowa kała- marnica pięciocentymetrowej długości.Głębina 225 metrów. Kilka iskierek blisko siebie; należą do jakiegoś stworzenia.Głębina 365 metrów. Iskry we wszystkich kierunkach; za­palają się i gasną. Wielkie stworzenie znów się zjawiło hen w dali, jest może dłuższe, niż mi się wydawało.Głębina 396 metrów. Wokoło okna pływa 10-centymetrowa żabnica tuż koło szyby; ponuro świecące zęby przypominają rodzaj Me/anocetus.Głębina 466 metrów. Miłe, jasne, mocne, bladoniebieskie światełko tuż przy szybie. Prawdopodobnie… Nie, nie wiem, co to jest.” Tego dnia batysfera została opuszczona do głębokości 752 m. Naj­większa zaś głębokość, którą osiągnął dr Beebe, wyniosła 923 m. Tak też zatytułował swoją książkę: „923 metry w głąb oceanu .

TELEKOMUNIKACJA I NAUKA

I        sierpnia 1934 r. z wielkiej barki unoszącej się na falach Atlantyku w pobliżu wysp bermudzkich opuszczono w głąb oceanu stalową kulę 0   prawie półtorametrowej średnicy i masie przekraczającej 3 t. Specjalny przyrząd odliczał metry rozwijanej stalowej liny, na której zawieszona była owa kula — batysfera, jak nazwał ją jej twórca, doktor William Beebe. Dr Beebe, znany podróżnik i biolog, był inicjatorem i uczestnikiem wypraw naukowych w głąb morza — do głębokości, do której przed nim żaden jeszcze żywy człowiek nie dotarł. Ze słuchawkami na uszach   z mikrofonem przy ustach przekazywał z tych wypraw relacje telefoniczne „na żywo” na pokład barki, gdzie jego sekretarka i współ­pracowniczka Gloria Hollister notowała przesłane z głębiny wrażenia i ze swej strony informowała Beebe*a o osiągniętej głębokości i pogo­dzie na powierzchni.